Droga Krzyżowa z Janem Pawłem II (3)



Droga Krzyżowa z Janem Pawłem II

WSTĘP
Dzisiaj chcemy przeżyć Drogę Krzyżową z papieżem Janem Pawłem II. Przeżyjmy tę Drogę Krzyżową mając w pamięci papieża niewstydzącego się krzyża swej choroby i starości. Papieża, tak bardzo godnego Jezusa, bo dźwigającego na oczach całego świata krzyż swej choroby, starości, zmagania się słabego ciała.
Jezu, zapraszający nas wszystkich do pójścia Twoimi śladami po Drodze Krzyżowej, Chryste tak mocny w swojej słabości, bądź błogosławiony za każdy krok papieża, za każdy gest jego wyciągniętej ręki. Bądź błogosławiony za jego zużyte w Twojej służbie nogi, które przemierzyły z Ewangelią cały świat. Bądź błogosławiony za jego dłonie, które uścisnęły miliony ludzkich rąk. Przyjmij jego cierpienie – cierpienie człowieka, nie mogącego się utrzymać na swoich nogach, przyjmij jego drżące ręce, które błogosławiły świat w Imię Chrystusa. Niech ci, którzy zabłądzili na drogach życia i idą na oślep, gdzie ich same nogi niosą, przypatrzą się baczniej swoim krokom. Niech postawią sobie pytanie, dokąd zmierzają. Niech ci, którzy zaplątali się w dzieła rąk swoich, przypatrzą się dobrze swoim rękom, do czego im one służą. Niech świat i Kościół wsłucha się w najbardziej wymowną i przekonywującą katechezę papieża ogłoszoną milczeniem, całkowicie wyeksploatowanym ciałem, w służbie Bogu i człowiekowi. Niech wielomówstwo świata zamilknie wobec takiego świadectwa. Chryste cierpiący w Janie Pawle II przemów dzisiaj do nas na tej Drodze Krzyżowej.

 STACJA I
Wyrok śmierci


Chrystusie osądzony tyle razy w ciągu wieków, a dzisiaj sądzony w nauczaniu papieża, nauczaniu odrzucanym jako nieżyciowe, niepostępowe, wręcz niesłużące człowiekowi. Nie pozwól nam stawać po stronie koniunktury, wybierającej „Barabasza”; nie daj nam opowiadać się po stronie racji władzy tchórzliwej i oportunistycznej, takiej jak Piłat, i nie dozwól byśmy byli po stronie większości tzn. populistycznych i modnych haseł. Daj nam stawać po stronie samotnej prawdy, tej, która nie lubi rozgłosu i potrzebuje hałaśliwej reklamy. Prawda narzuca się siłą samej prawdy! Nie trzeba jej agitatorów, lecz świadków. Wierność prawdzie kosztuje, musi boleć, ale przez to sprawdza się autentyczność naszego społeczeństwa.
Daj nam Jezu przyjmować, za przykładem Ojca Świętego, owo skazanie na przerastanie samego siebie, by przyjąć trudną prawdę Twoją „twardą mowę” (J 6, 60) – abyśmy umieli przerastać siebie, zwłaszcza w chwilach cierpienia za samotną prawdę, przegrywającą w sondażach opinii publicznej i będącą w mniejszości. „Nie trzeba kłaniać się okolicznościom, ani prawdom kazać, by za drzwiami stały” – wskazywał C. K. Norwid.

STACJA II
Brzemię krzyża


W dniu 16 października 1978 roku o godz. 18.18, kardynał Wojtyła zapytany, czy przyjmuje wybór powiedział: „w posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła – świadom wszelkich trudności – przyjmuję”. Jezu, biorący krzyż na swoje ramiona w papieżu Janie Pawle II, dźwigający ten krzyż; jak bardzo jasno widać po czasie sens tej jego decyzji dla Kościoła, świata, Polski. Pamiętamy, że ani na moment nie wypuścił on tego krzyża ze swej ręki. Oparty na Krzyżu swojego pastorału i z krzyżem zawieszonym na swojej piersi przemierzył świat. Jeszcze bardziej z niewidzialnym Krzyżem tylu cierpień noszonych w swoim sercu, szedł za Tobą, by nie tyle tłumaczyć sens cierpienia, co za Twoim przykładem być przy człowieku cierpiącym, człowieku dźwigającym krzyż swojej choroby, samotności, kalectwa, odrzucenia.
„Bóg nie zdejmuje ciężarów; wzmacnia tylko plecy”. Dziękujemy Ci Boże za mocne barki papieża dźwigającego krzyż swój i Kościoła, który wytrwale niósł, aż do końca swojej Drogi Krzyżowej”.


STACJA III
Pierwszy upadek


Nie wierzono, że jest to możliwe! Ciemne ośrodki zła porwały się na bezbronnego papieża. Stało się! 13 maja 1981 r. papież upadł pod ciężarem nienawiści światowej zmowy – osi zła, która do tej pory tchórzliwie ukrywa swoje imiona. Ten zamach odbił się na zdrowiu Ojca świętego. Odcisnął na jego organizmie swoistego rodzaju stygmaty. A stało się to tuż po tym, jak tulił do serca małe dziecko. Konfrontacja nienawiści z ciemnym światem zbrodni! Papież upadając wpadł w ramiona Jezusa, który podniósł go i kazał iść za sobą dalej.
Chrystusie, upadający na oczach przerażonego świata, w osobie słaniającego się Jana Pawła II po trafieniu go kulą przez zamachowca, daj nam odczytać tę głęboką teologię upadku, który ujawnił moralną wielkość papieża - jego duchową dojrzałość, aż od przebaczenia swojemu niedoszłemu zabójcy. Niech nasze powstawanie z upadków ujawnia naszą rzeczywistą wielkość i dojrzałość.

STACJA IV
Oko w oko z Matką


Maryjo, obecna na Drodze Krzyżowej swojego Syna, obecna na drodze Piotra naszych czasów, tego, który Ci powiedział: „Totus tuus". Wiemy, że w każdym calu był i jest on Twój – bo w każdym calu jest Twojego Syna. Jeszcze raz to potwierdził w tych dniach, gdy po ostatniej operacji, nie mogąc mówić, napisał, „Cały Twój”. Wierzymy, że cud Twojego Niepokalanego Serca ocalił go z zamachu, zadziwiając nawet zbrodniarza, skutecznością Twojej miłości. Wiemy, żeś go, bezbronnego w swoim cierpieniu, chroniła przed tyloma ciekawskimi i złośliwymi uwagami, artykułami prasowymi, reportażami telewizyjnymi, które proponowały mu zakończenie Drogi Krzyżowej w połowie. Wiemy, że jesteś silniejsza niż najsprawniejszy język wroga, niż najwytrawniejsze pióro człowieka złośliwego, żądnego sensacji. Dlatego, dziękujemy Ci Panno w boleści wierna, żeś nam go tak skutecznie ochraniała.

STACJA V
Szymon współpracownik


Jezu wspomożony przez Cyrenejczyka, dziękujemy Ci za wszystkich „Cyrenejczyków”, których postawiłeś na drodze życia i posługi Jana Pawła II. Tak bardzo papież był im wdzięczny i raz po raz objawiał „pamięć swojego serca”. Kim byłby bez tych tysięcy ludzi znanych z nazwiska i bezimiennych, gdy jako sierota, w okupacyjnym Krakowie wkraczał w dojrzałe życie? A jego najbliżsi współpracownicy w urzędzie Piotra, którzy tak bardzo mu pomagali. Dziękujemy Ci Jezu za te wszystkie dobre serca i ręce. Szczególnie za lekarzy, którzy operowali Ojca świętego i prowadzili leczenie, za pielęgniarki i personel medyczny, za rzymską Klinikę Gemelli, trzeci Watykan, jak ją nazywał sam Jan Paweł II. Niechaj wszyscy chorzy i cierpiący, niechaj każdy z nas spotka na swej drodze krzyżowej swoich „cyrenejczyków”. I niechaj lekarze i pielęgniarki na całym świecie, tak służą chorym, jakby służyli Ojcu świętemu, więcej, samemu Chrystusowi w osobach cierpiących i schorowanych. Niech spotka się świat ludzkiego cierpienia ze światem ludzkiej miłości.

STACJA VI
Gest Weroniki


Bierność i obojętność zabija bardziej niż samo cierpienie. Niejednokrotnie doświadczamy tego na swojej własnej skórze. Jan Paweł II tak często i żywo reagował na każdy rodzaj cierpienia, niezależnie od tego, gdzie i kogo by ono dosięgało. Tak bardzo zachęcał do solidarności z cierpiącymi. Świat odpłacał się mu za to powszechną solidarnością w jego osobistym cierpieniu. Wszystkie wyrazy jedności z papieżem, jak chusta Weroniki ocierały jego cierpiącą twarz i odbijały na niej oblicze cierpiącego Chrystusa.
Warto wspomnieć przy tej stacji o „Weronice krakowskiej”, o wymownym geście nieznanej kobiety, która uratowała życie przyszłego papieża. Karol Wojtyła, będąc klerykiem, w czasie okupacji w Krakowie, gdy miał niespełna dwadzieścia cztery lata, w dniu 29 lutego 1944 r. został potrącony przez niemiecki samochód. Przyszły papież upadł wówczas na ulicę i stracił przytomność. Nie wiadomo jak zakończyłoby się to zdarzenie, gdyby nie zauważyła tego jadąca z tyłu tramwajem kobieta, która wyskoczyła z pojazdu, podbiegła do krwawiącego mężczyzny i próbowała zainteresować całą sprawą przechodniów.
O twarzy Chrystusowa, odbita na chuście Weroniki i na duszy każdego dobrego człowieka, błogosław i umacniaj ręce, które ocierały Ojcu świętemu twarz umęczoną cierpieniem. Dziękujemy Ci, że papież nie był sam, że był otoczony gronem troskliwych ludzi. Jezu błogosław te ręce współczesnych Weronik, nie znamy ich z imienia i z nazwiska, które pełniły przy papieżu samarytańską posługę. A nam daj poczucie, że nie ma spraw małych, skoro dyktuje je miłość.

STACJA VII
Drugi upadek


Cierpienia, bóle, choroby, operacje i pobyty w szpitalu – tyle razy w ciągu pontyfikatu Pan nie oszczędził Janowi Pawłowi II momentów cierpienia. Ostatnia hospitalizacja Jana Pawła II była już jego dziesiątym pobytem w szpitalu. Ojciec święty spędził w różnych miejscach tego rodzaju ponad 160 dni. Upadek i powstanie do zajęć. Można by było zapytać: co cię stawiało na nogi Ojcze święty? Co cię pchało do spełniania Twojej misji? Co nakazywało ci, wręcz nie liczyć się ani z wiekiem, ani z chorobą? To właśnie powiązanie, którego dokonał Chrystus – cierpienia z miłością, jest odpowiedzią na zagadkę twojego życia i posługi. Odpowiedziałeś Chrystusowi za przykładem św. Piotra trzykrotnie: kocham. I właśnie ta miłość do Chrystusa i Jego Kościoła napędzała cię niejako od środka, by kochać cierpiąc i by cierpieć kochając. To właśnie ta miłość nakazywała ci każdego dnia podnosić się z łóżka i stawać przy Ołtarzu, by sprawować Eucharystyczną Ofiarę. Ona cię pchała także do tego, by z okna szpitalnego, chociaż popatrzeć z miłością na ludzi i stamtąd udzielić im apostolskiego błogosławieństwa.
Jezu Chryste pomóż nam odczytać tę katechezę pełną cierpienia z miłości.

STACJA VIII
Pocieszenie pocieszających


Cierpiący – pociesza, słaby – podnosi, ubogi – wzbogaca. Jan Paweł II głosił słowami, ale także swoją słabością tę prawdę, która bije z niniejszej stacji: „Nie płaczcie nade mną!” Papieżowi nie potrzebne było jakieś tanie, ludzkie współczucie, wręcz litowanie się nad nim. On wiedział dobrze, co za godzina przyszła na niego i jak ją ma znosić. I dlatego też sam cierpiący, zwracał uwagę światu na konieczność nawrócenia, wypraszanego drogą cierpienia. Pocieszał wreszcie innych, sam cierpiąc. Nie tracąc humoru i chrześcijańskiego optymizmu, pytał lekarzy po operacji: „coście zrobili ze mną?” Widział także cierpienie, zwłaszcza niewinnych dzieci. Dziewięcioletni chłopczyk chory na raka, z tego samego piętra, gdzie leżał papież został przyjęty przez Ojca Świętego, bo często pukał do jego drzwi, aż się udało. „Ojcze Święty, uzdrów mnie!” – poprosiło chorego papieża dziecko, a on wydobył z siebie wszystkie siły, aby pobłogosławić to ufne dziecko i przekazać błogosławieństwo i życzenia zdrowia dla niego i wszystkich chorych dzieci z całego piętra.

STACJA IX
Trzeci upadek


Specjaliści od choroby Parkinsona, mówią nam, że cierpiący na nią człowiek czuje się coraz bardziej zamknięty w unieruchomionym ciele, jak w jakiejś potężnej i ciężkiej zbroi. Ta choroba, to jakby jakiś jeden wielki upadek człowieka, którego opuszcza zdrowie, siły i kondycja fizyczna. Upada on niejako bezbronny w swoim drżeniu rąk oraz trudnością w oddychaniu i mówieniu. Wielu chorych załamuje się, nie chcą pokazywać się na widok publiczny, krępują się tych, którzy znali ich wcześniej, gdy byli w pełni sił. To cierpienie, to prawdziwie próba człowieczeństwa. Jeśli człowiek, posiada świadomość swojej własnej wartości, niezależnie od stanu swojego zdrowia, to próbę tę przechodzi pomyślnie. Jakże ważne jest, aby współczesny człowiek nie wmawiał sobie i innym, że wartość człowieka mierzy się tylko jego wiekiem i stanem zdrowia. Stowarzyszenie Chorych na Parkinsona napisało i przesłało do Watykanu list, dziękując papieżowi za to, że „pomagał chorym odzyskać właściwy ich obraz, gdyż miał odwagę pokazać się publicznie, jako osoba cierpiąca, która jednak nie przestaje pracować”.
Chryste, daj nam pojąć tę trudną lekcję, że nawet popadnięcie w tak ciężką chorobę, w niczym nie umniejsza wartości człowieczeństwa; wręcz odwrotnie, choroba ta jest okazją do zdania egzaminu i pozytywnej próby tego, co prawdziwie w nas ludzkie.

STACJA X
Bogactwo ubóstwa


Moralne cierpienie – ból duszy. Moglibyśmy zapytać, ile razy i jak mocno bolała cię twoja wrażliwa dusza – Ojcze Święty. I ile razy nie komu innemu, tylko Tobie Jezu Chryste, zadawaliśmy ból w osobie papieża. Wiemy, że zawsze to było związane z odejściem od Jezusa, ze zdradzeniem Ewangelii Chrystusowej – zwłaszcza ewangelii życia. Jak często i głośno musiał papież wołać o prawo do życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Papież sam zdradzał swój ból wobec decyzji tylu parlamentów, legalizujących aborcję i eutanazję. A cóż powiedzieć o zamiarach ONZ, by aborcję ogłosić prawem kobiety. Obnażony, po ludzku bezbronny, bo uzbrojony tylko w Ewangelię – Słowo życia, sam przeciwko uzbrojonej po zęby w środki finansowe i techniczne cywilizacji śmierci. Ecce homo! Oto człowiek, którego boli dusza. A dlaczego tak boli? Bo człowiekowi dzieje się krzywda. Papież bronił człowieka przez krzywdą, którą chce on sobie sam wyrządzić, na własne życzenie, w majestacie prawa. Bądź za wzorem papieża takim człowiekiem, którego boli dusza, gdy człowiekowi dzieje się jakakolwiek krzywda.

STACJA XI
Krzyżowanie ciała


Służyć do końca pięknie. Uciec w połowie drogi, a nawet „wysypać” się tuż przed metą, to zawsze klęska. Przybity do swego fotela, jak do krzyża, z którym się nie rozstaje, ten, którego zwano wcześniej „atletą Boga”. Zauważono słusznie, ze w jego chorobie ukazuje się symbol ludzkiego losu: był aktorem, a skazany został na milczenie; był narciarzem, a poruszał się  na wózku inwalidzkim; był następcą rybaka Piotra, na którym jak na skale stanął Kościół, a wstrząsany chorobą Parkinsona, drży jak kruche szkiełko. Jeszcze nie tak dawno Vittorio Messori pisał, że nikt nie dostał od losu tyle, co Karol Wojtyła, tymczasem dziś ma się ochotę krzyczeć, że nic nie zostało mu oszczędzone.
Jezu Chryste, daj nam zobaczyć w tej słabości moc, i w tej pozornej klęsce zwycięstwo. Nauczmy się teraz wspominając milczącego i unieruchomionego papieża tego, czego nie przyjmowaliśmy wcześniej – wymagań Ewangelii, która jest piękna i prawdziwa przez trud, przez ofiarę z siebie, a nie na drodze łatwizny.

STACJA XII
Śmierć zwarła się z życiem


Z takim spokojem, bez lęku i smutku mówił papież o konieczności odejścia z tego świata, bo uwierzył, bo miał nadzieję. Śmierć pojął jako przejście z życia do życia. My nie lubimy myśleć i słuchać o śmierci, bo pojmujemy ją często opacznie, jako przejście od życia do nicości. Dlatego też, nie chciał się papież oderwać od krzyża, zejść z niego w najtrudniejszej dla siebie godzinie. „Zejdź z krzyża” – namawiali go współcześni obserwatorzy jego męki. Jan Paweł II walczył w tych dniach nie tylko z chorobą, ale także z coraz czystszymi podpowiedziami, że schorowany powinien rozważyć możliwość ustąpienia. Wszystkie przemówienia na Anioł Pański w ostatnim czasie zawierały jasną odpowiedź na te sugestie. Ojciec Święty jasno stwierdzał: „Również tutaj, w szpitalu, pośród chorych, których ogarniam serdeczną myślą, nie przestaję służyć Kościołowi i całej ludzkości”. Tydzień później, zwracając się do wiernych przybyłych na plac św. Piotra, wyznał: „Odczuwam stale potrzebę waszej pomocy u Pana, aby pełnić posłannictwo, które zawierzył mi Jezus”.
Na pytanie, czy ze szpitalnego pokoju Papież może kierować Kościołem, włoski kardynał odpowiedział: „Kościół to nie przedsiębiorstwo ani państwo. Rządy nim to rządy duchowe, dla których nie istnieje centrum dowodzenia. Także świadectwo, jakie Papież daje w obliczu cierpienia, jest częścią duchowego rządzenia Kościołem”.
To przymusowe milczenie papieża jest ofiarą, stanowi upokorzenie, na które należy patrzeć z szacunkiem – powiedział o. Raniero Cantalamessa – kaznodzieja Domu papieskiego. Skojarzył on milczenie Jana Pawła II z milczeniem Jezusa, który „po trzech latach przemawiania i przepowiadania Królestwa Bożego w ostatnim tygodniu zamilkł”. „Kto z nas ośmieliłby się powiedzieć, że ostatni tydzień Jezusa był dla świata bezowocny? Byłoby to bluźnierstwem, ponieważ właśnie w tym tygodniu uczynił rzeczy dla świata najważniejsze”.
Jezu Ukrzyżowany, na Krzyżu konający przy odgłosach bluźnierstw i kpin, dziękujemy Ci za Jana Pawła II, który trwał w swojej posłudze i modlił się i cierpiał za świat. Daj nam łaskę trwania na modlitwie, w której Ojciec Święty powtarzał słowa: „Razem z Chrystusem jestem przybity do Krzyża”.

STACJA XIII
Na kolanach Matki


Cierpiący papież w dłoniach Maryi – to obraz, który rysuje przed oczyma naszej duszy wiara. Nie ma innej możliwości, tylko taka. „Cały Twój” – oznacza cały Jej, także w cierpieniu, a może szczególnie w cierpieniu. Przypomnieli o tym światu ambasadorowie pięciu krajów o większości prawosławnej: Rosji, Bułgarii, Mołdawii, Cypru, Grecji, Serbii i Czarnogóry, którzy widząc jak garnie się pod opiekę Matki Najświętszej, przybyli do polikliniki Gemelli, aby ofiarować papieżowi ikonę Maryi. „Znając jego miłość do Matki Bożej, która jest bardzo czczona w krajach prawosławnych, szczególnie na Wschodzie pomyśleliśmy, że ikona Matki Bożej sprawi mu przyjemność i będzie mógł w ten sposób modlić się, medytować, myśleć i wiedzieć, że ludy Wschodu są z nim i modlą się do Matki Bożej o jego zdrowie” – powiedział ambasador Bułgarii.
Dziękujemy dziś Matce Bożej Częstochowskiej i Kalwaryjskiej, do której z taką miłością pielgrzymował, za jego życie i pontyfikat, który złożył w Jej niepokalane dłonie.

STACJA XIV
Pogrzeb Nieśmiertelnego


Pokój ma królować w sercu, które opuszcza ten świat, brak żalu, że trzeba wszystko zostawić, bo przecież „gdzie skarb twój, tam i serce twoje” (Mt 6, 21). Serce nasze idzie przylgnąć po śmierci do jedynego i największego skarbu naszego życia – do Boga. Takiego pokoju uczy nas w obliczu śmierci Jana Pawła II. Tyle razy przychodziło mu pożegnać i odprowadzić na cmentarz swoich bliskich, począwszy od swej matki, brata i ojca, a skończywszy na tylu przyjaciołach i współpracownikach swojego urzędu.
Prosimy Cię, więc Jezu Chryste, byśmy uczyli się od Jana Pawła, na co dzień, tego ufnego przejścia w chwili śmierci do Domu Ojca. Spraw byśmy tak, jak uczynił to papież, do tego przejścia dobrze się przygotowali, niezależnie od tego, w jakim czasie ono nastąpi. Wiemy, że Ojciec Święty z całą ufnością i zawierzeniem pozostawił Chrystusowi „decyzję dotyczącą tego, jak i kiedy zachce zwolnić go ze służby, jaką mu powierzył”.
Chryste prosimy Cię, mając przed oczami przykład i naukę Ojca Świętego, by ludzie zeszli z szalonej drogi eutanazji, która każe im żegnać się życiem, wbrew Bogu i na mocy ich arbitralnych ludzkich decyzji.


Źródło:http://www.mikolaj.grojec.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=74&Itemid=1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz