Droga Krzyżowa dla dorosłych

JEZUS KRZYŻOWANY W XXI WIEKU


Modlitwa wprowadzająca

Panie Jezu, pragniemy po raz kolejny przejść z Tobą drogą krzyżową, którą z miłości do nas samotnie poszedłeś dwa tysiące lat temu. Pragniemy raz jeszcze rozważać w Twojej obecności tajemnicę krzyża i cierpienia w Twoim i w naszym ludzkim życiu. Ty jesteś miłością i radością. Stworzyłeś nas po to, byśmy doświadczali Twojej miłości i byśmy kochali tak, jak Ty pierwszy nas ukochałeś. Gdy nastała pełnia czasów objawienia Twojej miłości, przyszedłeś do nas osobiście, bo chciałeś do końca potwierdzić Twoją miłość. Pragnąłeś też, aby Twoja radość w nas była i aby była coraz większa, aż stanie się pełna. Jesteśmy dziećmi Boga, który jest radosną miłością i czułą świętością. To właśnie dlatego ciężko jest nam żyć wtedy, gdy cierpimy. Do szczęścia potrzebujemy wielkiej miłości. Tymczasem do nieszczęścia wystarczą nam nawet niewielkie krzyże i zwyczajne na tej ziemi ciężary życia. Nieszczęśliwi jesteśmy już wtedy, gdy nie doświadczamy radości, a nie dopiero wtedy, gdy przygniatają nas jakieś wielkie nieszczęścia.

Jesteśmy dziwni, my, potomkowie Adama i Ewy. Od dzieciństwa tęsknimy za tym, co prawdziwe, dobre i piękne, w młodości marzymy o miłości i szczęśliwym życiu w kochającej się i trwałej rodzinie, w radosnej przyjaźni z Bogiem i ludźmi. Mimo to często czynimy to, co prowadzi nas do rozczarowania i cierpienia. Nie wyciągamy wniosków z błędów i cierpienia innych ludzi. Powtarzamy te same błędy, które popełnił syn marnotrawny, i często nie mamy odwagi, by wrócić. Do zła dokładamy kolejne zło, do kłamstwa kolejne kłamstwo. Potrafimy oszukiwać nawet samych siebie, byle tylko choćby na chwilę zapomnieć o tym, że krzywdzimy kogoś czy siebie, lub że wiążemy się z tymi, którzy nas krzywdzą.
Pomóż nam, Cierpiący Zbawicielu, w tej godzinie medytowania Twojej drogi krzyżowej uczyć się Twojej mądrości. Pomóż nam korygować te drogi naszego życia, które Ciebie i nas prowadzą na Golgotę. Chcemy z Twoją pomocą iść taką drogą, którą Ty chcesz nas poprowadzić. Ty po to poszedłeś drogą krzyżową, byśmy odtąd wybierali takie drogi, które chronią nas przed krzywdą, grzechem i cierpieniem.


STACJA I
Jezus dzieli los krzywdzonych ludzi

Wydaje się nam to niewiarygodne, by choćby w najbardziej niesprawiedliwych czasach i w najbardziej okrutnych dyktaturach mógł ktoś skazać na śmierć zupełnie niewinnego człowieka. Wielu ludzi w XXI wieku nie uświadamia sobie lub nie chce sobie uświadomić tego, że los Jezusa powtarza się tu i teraz, gdzieś obok nas. A czasem w naszych rodzinach czy w naszym osobistym życiu. Także w tak zwanych liberalnych i chroniących prawa człowieka demokracjach nadal niewinni ludzie skazywani są na śmierć. Także ci tak całkowicie niewinni, jak Jezus. To są dzieci nienarodzone, na których wyrok śmierci wydaje własny ojciec czy własna matka, a wykonawcą wyroku śmierci jest płatny morderca, który oficjalnie bierze pieniądze za to, że leczy, a nie za to, że zabija.

Żyjemy w czasach, w których skazywanie na śmierć niewinnych ludzi stało się „poprawne" politycznie, a przez liberałów i ateistów zostało nawet uznane za „prawo" obywatelskie, za „prawo" człowieka. Wyroki skazujące niewinnych ludzi na śmierć stały się wręcz synonimem
naszych czasów. Tak zwana aborcja i eutanazja to jedyne wyroki śmierci, na które godzą się rządzący na naszym kontynencie. Gdyby Unia Europejska uznała nienarodzone dzieci za zabójców, to by zakazała aborcji, gdyż według możnych tego świata nie wolno skazywać na śmierć tych, którzy zabijają innych. A gdyby Unia Europejska uznała nienarodzone dzieci za małych aktywistów gejowskich, to by im jeszcze przyznała przywileje, gdyż rządzący państwami bardziej troszczą się o ludzi zdemoralizowanych niż o bezrobotnych czy rodziców, którzy nie mają pieniędzy, by nakarmić swoje dzieci.

Jezu potraktowany jak złoczyńca, przepraszamy Ciebie za to, że również w naszych czasach jesteś skazywany na śmierć w niewinnych ludziach. Pomóż nam odważne bronić tych, którzy sami nie są w stanie bronić własnego życia!


STACJA II
Jezus bierze na siebie nasze krzyże

Przez całe wieki historii zbawienia Bóg objawiał swoją miłość i troskę o człowieka poprzez wybranych przez siebie ludzi: wielkich proroków i świętych Starego Testamentu. Poprzez Mojżesza Stwórca dał nam Dekalog. Dziesięcioro Przykazań to podstawowe zasady, których respektowanie chroni nas przed wchodzeniem na drogę krzywdy i cierpienia, na drogę krzyżową. To nie przypadek, że najważniejsze normy moralne przekazał Bóg narodowi wybranemu wtedy, gdy wyprowadził Izraelitów z niewoli egipskiej. Stwórca chciał ustrzec naród wybrany przed sytuacją, w której Żydzi wyszliby z jednej niewoli, z niewoli zewnętrznej, ale popadliby w jeszcze gorszą niewolę - w niewolę wewnętrzną, w niewolę egoizmu, grzechów, uzależnień.

Człowiek nakłada dramatyczne krzyże i cierpienia na samego siebie, a także na innych ludzi wtedy, gdy powtarza dramat grzechu pierworodnego, gdy nie odróżnia dobra od zła, gdy miesza to, co szlachetne, z tym, co podłe, gdy - jak Adam i Ewa - słucha podszeptów szatana, buntuje się wobec Boga, wmawia sobie, że sam będzie jak Bóg. Taki człowiek jest podobny do dzieci, które uciekają z domu kochających rodziców i składają swój los w ręce ludzi podłych, przewrotnych, nieszczęśliwych. Bóg Ojciec posłał nam swojego Syna po to, by przypomniał nam i wyjaśnił do końca sens Dekalogu, a także sens przykazania miłości. Tylko ten, kto wypełnia wolę Boga, nie skazuje na upadki ani samego siebie, ani innych ludzi.
Jezu, Ty wziąłeś na swoje ramiona krzyż naszych grzechów, by potwierdzić, że kochasz nas także wtedy, gdy nadal lub znowu jesteśmy grzesznikami. Chcemy w każdej sytuacji kierować się Twoimi przykazaniami, bo one chronią nas przed wkładaniem ciężarów i cierpień na nasze własne ramiona lub na ramiona innych ludzi.


STACJA III
Jezus pochyla się, by podnosić upadających

Jezus upada pod ciężarem nie swojego krzyża. On pochyla się do samej ziemi po to, by być całkiem blisko tych, którzy upadli pod ciężarem własnych grzechów, a także tych, którzy zostali przez innych ludzi doprowadzeni do upadku, cierpienia i bezsilności. Nasze upadki zaczynają się wtedy, gdy brakuje nam solidnego wychowania, gdy ulegamy lenistwu, wygodnictwu, egoizmowi. Albo wtedy, gdy czynimy to, co robi tak zwana większość społeczeństwa, zamiast czynić to, co mówi nam Bóg.

Najgroźniejsze są takie upadki, które pojawiają się już w dzieciństwie czy w okresie dorastania. Dzieci i młodzież marzą o pięknej przyszłości, o stawaniu się szlachetnymi ludźmi, o założeniu szczęśliwej rodziny, o sukcesach sportowych, artystycznych, zawodowych. Jeśli mimo to upadają już na początku wchodzenia w życie, to znajdują się w wyjątkowo dramatycznej sytuacji. Takie upadki zaburzają ich dalszy rozwój, wypaczają pragnienia i aspiracje, pozostawiają bolesne ślady na całe życie. Czasem skutki upadków z okresu dorastania bywają nieodwracalne.

Za upadkami młodego pokolenia kryje się zwykle wina, słabość, kryzys nas, ludzi dorosłych: rodziców, osób duchownych, nauczycieli, pedagogów, polityków. Szczególnie zagrożeni upadkami są ci młodzi, którzy otoczeni są przez przewrotnych dorosłych. Tacy dorośli mamią dzieci i nastolatków ideologicznymi sloganami typu: spontaniczna samorealizacja, wychowanie bez stresów, prawa bez obowiązków, szkoła neutralna światopoglądowo. Wychowanie, które najlepiej chroni młodych ludzi przed słabościami i upadkami, polega na pomaganiu im, by od dzieciństwa zaprzyjaźniali się z Jezusem i by stawali się podobni do Niego.

Jezu, Ty pochyliłeś się do samej ziemi pod krzyżem, który nałożyli na Ciebie źli ludzie. Następcy takich ludzi w naszych czasach zastawiają pułapki na dzieci i młodzież, bo na słabości i naiwności nieletnich najłatwiej jest zarobić. Najłatwiej jest też nimi manipulować. Chcemy przyprowadzać nasze dzieci i młodzież do Ciebie, bo tylko Ty możesz uchronić młodych ludzi przed upadkami teraz i w przyszłości.


STACJA IV
Jezus umacniany przez swoją Matkę

Syn Boży stał się prawdziwym człowiekiem. Naprawdę miał ziemską Matkę. Naprawdę w wielu sytuacjach potrzebował Jej pomocy. I to nie tylko w dzieciństwie. Także na Drodze Krzyżowej. Zwłaszcza wtedy, gdy upadł pod ciężarem nie swojego krzyża. Matka Jezusa to najpiękniejsza kobieta w historii ludzkości. Pierwsza kobieta też została stworzona bez obciążeń grzechu pierworodnego, a mimo to rozczarowała. Okazała się kusicielką i trucicielką. Ewy naszych czasów wpadają czasem w jeszcze większy kryzys. Bywają wulgarne i wyuzdane. Zatruwają siebie i swoje otoczenie prymitywizmem i przewrotnością. Inne z kolei kobiety bywają skrajnie naiwne. Godzą się nawet na zatruwanie całymi latami własnego organizmu po to, by zawsze być do dyspozycji prymitywnych mężczyzn jako obiekt seksualnego wykorzystania. Gdy kobieta popada w kryzys, wtedy w kryzysie zaczyna być małżeństwo, rodzina, wychowanie, całe społeczeństwo.

Matka Jezusa jest zupełnie inna niż Ewa. Maryja wie, że jej wielkość ma swoje źródło w Bogu i w posłuszeństwie wobec Boga. Ona ma pełną świadomość swojej kobiecej godności. Wie, że jest błogosławiona między niewiastami i że odtąd wysławiać Ją będą wszystkie pokolenia. Maryja żyła w obecności Boga. On był zawsze dla Niej źródłem mądrości i siły. Wybrała sobie męża tak czystego i sprawiedliwego, że był on w stanie uwierzyć w Jej boskie macierzyństwo. A Synowi, otrzymanemu od Boga, pomagała wzrastać w łasce i mądrości. Była przy Nim wtedy, gdy najbardziej tego potrzebował. I wtedy, gdy chciał Go zabić Herod, i teraz, na drodze krzyżowej ku Golgocie.

Jezu podnoszący się z krzyżem dzięki obecności Twojej Matki, pomagaj dziewczętom i kobietom naszych czasów, by stawały się podobne do Niej w zewnętrznym i wewnętrznym pięknie, w mądrości, czystości i miłości. A mężczyznom pomagaj, by szanowali kobiety i wspierali je w ich dorastaniu do świętości. Ty wiesz, że najbardziej chronieni są przed złem ci mężczyźni, których kochają mądre i szczęśliwe kobiety.


STACJA V
Przymuszona pomoc Szymona

Szymon został przymuszony przez żołnierzy, by pomógł Jezusowi w dźwiganiu krzyża. To była jednak zupełnie inna pomoc niż ta, której udzieliła Maryja. Pomoc przymuszona nie jest pomocą płynącą z serca i stanowi niewielkie wsparcie. Czasem też ktoś wprawdzie chętnie oferuje swoją pomoc, lecz w rzeczywistości nie jest to pomoc, a szkodzenie pod pozorem udzielania pomocy.

W naszych czasach chętnie zgłaszają się do udzielania pomocy ci, którzy nie pomagają, lecz szkodzą. Dramatycznym przykładem jest eutanazja. Jej zwolennicy twierdzą, że to jest pomaganie ludziom w godnej śmierci, w uwolnieniu się od nieznośnego cierpienia, w zakończeniu życia, gdy ktoś nie widzi już sensu dalszego istnienia. W rzeczywistości eutanazja to nie forma pomocy, lecz odmawianie pomocy ludziom starszym, schorowanym czy cierpiącym, którzy potrzebują naszej bliskości, miłości i solidnej opieki medycznej. Zabijanie nie jest nigdy formą pomagania. Inne groźne przejawy „pomocy" dla ludzi w potrzebie to legalizowanie aborcji na życzenie, wprowadzanie tak zwanej edukacji seksualnej do szkół, a nawet przedszkoli czy legalizowanie związków homoseksualnych.

Tobie, Jezu, przymuszona pomoc Szymona nie przyniosła dużej ulgi. Pomóż nam strzec się sytuacji, w których pomagamy z przymusu czy jedynie pozornie. A najbardziej strzeż nas przed takimi ludźmi, którzy pod pozorem pomagania szkodzą i prowadzą na drogę grzechu.


STACJA VI
Jezus i odważna kobieta

Weronika to kobieta, która wyszła z tłumu i pomogła Jezusowi z własnej woli. Postąpiła inaczej niż przymuszony Szymon. Weronika jest podobna do Maryi. Swoją postawą potwierdza, że nawet w barbarzyńskich czasach kobieta, która jest blisko Boga, potrafi ochronie swój kobiecy geniusz, swoją szczególną wrażliwość na człowieka, na cierpienie, na krzywdę. Dojrzała kobieta jest współpracownicą Boga w przemienianiu oblicza tej ziemi. Takie kobiety mobilizują mężczyzn do rozwoju, do miłości, do odwagi w pomaganiu ludziom cierpiącym i pokrzywdzonym, w czynieniu dobra także tam, gdzie inni się tylko gapią, wyśmiewają, podjudzają albo pozostają bezczynni. Ludzie podli mogą czynić zło jedynie wtedy, gdy ludzie dobrzy są bierni. Weronika nie była bierna. Wyszła z szeregu. Mówiąc współczesnym językiem, miała odwagę zachować się „niepoprawnie" politycznie, wbrew dominującym trendom, wbrew wrogim Jezusowi okrzykom bezmyślnego tłumu, podjudzonego przez arcykapłanów i faryzeuszów.

Jezus pozostawia swoje odbicie na chuście Weroniki. Daje w ten sposób publiczny znak wdzięczności i uznania dla jej miłości i odwagi. Jezus był największym w historii ludzkości obrońcą kobiet. Bronił je stanowczo przed tymi mężczyznami, którzy nie potrafili kochać. Chronił je przed ich własną słabością, aby już nie wracały do minionych błędów. Publicznie stwierdzał, że potrafią kochać bardzo i wielkodusznie. To nie przypadek, że wszystkie kobiety, które spotykają Jezusa, nawracają się lub stają się jeszcze dojrzalsze, niż były przed tym spotkaniem. Feministki udają, że o tym nie wiedzą. Wmawiają, że szczęśliwa może być tylko ta kobieta, która staje się podobna do mężczyzny, która rezygnuje ze swego kobiecego geniuszu, ze swojej tęsknoty za byciem szczęśliwą żoną i matką.

Panie Jezu, Ty pozostawiłeś na chuście Weroniki odbicie Twojej twarzy. Potwierdziłeś w ten sposób, że ta kobieta stała się wiernym odbiciem Twojej miłości i stanowczości w czynieniu dobra. Takich właśnie kobiet potrzebujemy w naszych rodzinach, parafiach, szkołach, w mediach, w polityce, kulturze. Mniej będzie wtedy ludzi, którzy upadają albo którym nikt nie pomaga powstać.


STACJA VII
Jezus podnosi tych, którzy upadają powtórnie

Jezus drugi raz upadł pod ciężarem krzyża i drugi raz się podniósł. Zbawiciel wie, co dzieje się z tymi, którzy upadają, lecz nie potrafią powstać. Najłatwiej jest powstawać wtedy, gdy ktoś podnosi się także z małych upadków i gdy czyni to natychmiast! Nikt z nas nie jest kimś doskonałym i nieomylnym. Każdemu może zdarzyć się chwila słabości. Prawdę o człowieku poznaje się PO tym, w jaki sposób reaguje na swój błąd: czy szybko uznaje swoją winę, czy potrafi - jak Piotr - gorzko zapłakać i radykalnie się zmienić, czy nie idzie na żaden kompromis ze złem, czy nie lekceważy żadnych swoich słabości czy grzechów. Źle się dzieje, gdy ktoś upadnie i pozostaje na ziemi. Zaczyna wtedy przyzwyczajać się do takiej sytuacji. Zaczyna traktować ją niemal jako normę. Nie mobilizuje się już i nie zmienia błędnego postępowania. Do kolejnego upadku nie są wtedy potrzebne kolejne grzechy. Kolejnym upadkiem jest bowiem brak reakcji na upadek poprzedni, brak refleksji i nawrócenia, brak powrotu do Boga i do uczciwego życia.

Im dłużej ktoś leży pod ciężarem swoich grzechów czy pod ciężarem krzywd, które zadają mu inni ludzie, tym trudniej będzie mu się podnieść. Jezus, drugi raz powstający spod ciężaru krzyża, jest najlepszym lekarzem dla upadających, którzy nie mają siły już wstać, albo stracili nadzieję na to, że ich życie może wyglądać lepiej, dojrzalej, radośniej. Jezus ma dla takich ludzi ' najlepszą terapię, bo terapię miłości i prawdy. On jest prawdą, która wyzwala nas nie tylko z grzechów, ale też z bezradności, beznadziei, rozpaczy. Błądzącym ludziom Jezus mówi całą prawdę, by wiedzieli, co mają zmienić w swoim życiu, ale czyni to z miłością, by mieli siłę żyć lepiej niż dotąd.

Jezu, który podnosisz się z drugiego upadku, strzeż nas przed pozostawaniem po naszych upadkach na ziemi, przed poddawaniem się złu, przed niewiarą w lepszą przyszłość w obliczu bolesnych trudności osobistych, rodzinnych, społecznych. Strzeż nas przed oszukiwaniem samych siebie, przed źle uformowanym sumieniem, przed mieszaniem dobra ze złem, przed wmawianiem sobie, że podnieśliśmy się ze zła, gdy w rzeczywistości nadal trwamy w złu czy upadamy po raz kolejny.


STACJA VIII
Jezus otwiera oczy naiwnym kobietom

Popularne jest przekonanie, że łatwiej wychować dziewczęta niż chłopców i że kobiety łatwiej niż mężczyzn można zafascynować dobrem, miłością, Bogiem. Rzeczywiście dziewczęta i kobiety są z reguły bardziej zainteresowane więziami międzyludzkimi, przyjaźnią, małżeństwem. Są też zwykle bardziej niż mężczyźni wrażliwe na sferę moralną, duchową, religijną, społeczną. Okazują się bardziej skłonne do wczuwania się w sytuację i przeżycia innych ludzi, do pomagania, ofiarności, troski o bliźnich. Prawdą jest jednak również i to, że kobietom trudniej niż mężczyznom przychodzi w harmonijny sposób łączyć dobroć i wrażliwość z rozsądkiem i mądrością. Takie harmonijne łączenie dobroci z mądrością nie jest bowiem spontaniczne. Wymaga przebywania w szkole Jezusa, gdyż On najpełniej łączy dobroć z mądrością, a miłość z prawdą. Tego właśnie harmonijnego połączenia dobroci z mądrością brakowało kobietom, które opłakiwały Jezusa na drodze krzyżowej. On zatrzymał się przy nich i powiedział: Nie płaczcie nade Mnę; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi (Łk 23, 28). Tymi słowami Jezus pomógł im uświadomić, ze został skazany na śmierć i dźwiga krzyż dlatego, że jedni ludzie są okrutni, a inni naiwni. Jedni krzywdzą, a inni nie potrafią się bronić, albo nie potrafią wychować swoich bliskich tak, by kochali, a nie krzywdzili.

Wiele dróg krzyżowych na tej ziemi zaczyna się wtedy, gdy ktoś okazuje się naiwny wobec ludzi, którzy nie zasługują na zaufanie, bo krzywdzą. O wiele mniej byłoby zła na tej ziemi, o wiele mniej byłoby łez i dramatów w małżeństwach i rodzinach, gdyby ludzie dobrej woli byli nie tylko dobrzy, ale też mądrzy i roztropni, gdyby nie dawali się wprowadzać w błąd przez manipulatorów i grzeszników. Ludzie złej woli, egoiści i cwaniacy są mistrzami w znajdowaniu sobie osób, które im się podporządkują, które pozwolą się krzywdzić i wykorzystywać. Nierówna jest suma krzywd między kobietami a mężczyznami właśnie dlatego, że to kobiety częściej niż mężczyźni pozwalają sobą manipulować i wyrządzać sobie krzywdę.

Jezu, Ty zatrzymałeś się przy współczujących Tobie kobietach i pomogłeś im zrozumieć ich współodpowiedzialność za Twój krzyż. Pomagaj współczesnym kobietom, by łączyły dobroć z mądrością, by solidnie wychowywały swoich bliskich, by nie pozwalały sobą manipulować ani siebie krzywdzić. Mniej będzie wtedy dróg krzyżowych i cierpienia w naszych rodzinach i w naszym społeczeństwie.


STACJA IX
Jezus podnosi człowieka z każdego upadku

Jezus po raz trzeci powstaje, by pójść z krzyżem na szczyt Golgoty. Zbawiciel podnosi się i idzie, bo kocha do końca. Kocha także tych ludzi, którzy nie kochają, którzy wielokrotnie upadają pod ciężarem swoich słabości, zaniedbań i grzechów. Jezus chce również im pomóc. Człowiek, który przyjmuje Jego pomoc, Jego bliskość i miłość, może podnieść się nawet z takiego dna, które wydaje się nie mieć dna. Z pomocą Jezusa człowiek potrafi powstać nawet z takich upadków, które wydają się nieodwracalne i ostateczne. W odniesieniu do człowieka miłość Boga jest naprawdę wszechmocna. Jedynie w świecie przedmiotów bywają sytuacje nieodwracalne. Jeśli człowiek rozbije swój zegarek na drobne kawałki, to już nikt tego zegarka nie sklei. Jeśli natomiast człowiek rozbije samego siebie - moralnie, duchowo, psychicznie - to Bóg swoją miłością może go „skleić', uzdrowić, uczynić zupełnie nowym człowiekiem.

Kto z ludzi pozwala, by Bóg dotknął go swoją miłością, ten zostaje stworzony na nowo. Taki człowiek potrafi się podnieść z upadków, z których inni już się nie podnieśli. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Kto z pomocą Boga przestaje grzeszyć i zaczyna kochać, ten uwalnia się z najgorszej nawet przeszłości. Miłość natychmiast przenosi go w teraźniejszość. Boża miłość silniejsza jest nie tylko od grzechu, ale i od najgorszej nawet przeszłości. Warunkiem tego, by już więcej nie upadać, by stać się silniejszym od najsilniejszych nawet uzależnień czy od największych nawet grzechów, jest odzyskanie przyjaźni z Bogiem - przyjacielem i lekarzem każdego człowieka. W skrajnie trudnych sytuacjach pomoc ludzi już nie wystarczy. Oni mogą wskazać mądre recepty na wyjście z kryzysu. Nie są jednak w stanie dać siły, która jest potrzebna, by porzucić dawną drogę życia i zacząć kochać. Taką siłę może dać człowiekowi jedynie Bóg.

Jezu, który podniosłeś się także z trzeciego upadku pod ciężarem krzyża, dziękujemy Ci za to, że nikogo z nas nie mijasz obojętnie nawet wtedy, gdy wielokrotnie upadamy pod ciężarem grzechów. W przypowieści o dobrym samarytaninie opowiedziałeś nam o samym sobie. Dziękujemy Ci za to, że pochylasz się nad każdym z miłością i czułością. Dziękujemy Ci za to, że nikt w Twoich oczach nie jest stracony, przegrany, zapomniany. Pochylasz się nad każdym, kto nie ma już siły powstać. Opatrujesz rany jego ciała i jego serca, by znów żył w sposób godny godności dziecka Bożego.


STACJA X
Jezus uczy miłości czystej

Okrucieństwo fizyczne idzie w parze z okrucieństwem duchowym i moralnym. Zasadę tę potwierdza postawa żołnierzy, którzy najpierw Jezusa bili, opluwali i wyśmiewali, a po dojściu na Golgotę zdarli z Niego ubranie. To nie przypadek, że upada każda cywilizacja, która popęd stawia wyżej niż człowieka. Taka cywilizacja doprowadza do rozpaczliwej sytuacji, bo przecież rozpaczliwa jest sytuacja człowieka, który dla chwili seksualnej przyjemności poświęca dosłownie wszystko: drugą osobę, własną godność, powołanie do świętości, marzenia o życiu pełnym miłości i radości, sumienie, przyjaźń z Bogiem, a w końcu swoje zdrowie i życie. Nieczystość jest agresywna, prymitywna, wulgarna. Jest początkiem ogromnych krzywd, cierpień i upadków wielu ludzi. Ludzie nieczyści potrafią jedynie krzywdzić i zadawać ból.

Jezus promieniował czystością także wtedy, gdy został odarty z szat. Czystość to jedyne lekarstwo na wyuzdanie, pożądanie, uzależnienie od popędów. Być uczniem Jezusa to być kimś czystym w spojrzeniach, myślach, mowie i uczynkach. Człowiek czysty rozumie, że miłość to spotkanie osób, a nie kontakt ciał. Dla człowieka cielesnego czułość jest tylko pretekstem do tego, by wchodzić w kolejne fazy fizycznego spoufalenia, by szukać coraz silniejszych podniet, by w końcu pozory czułości zamienić w nieskrywaną już pożądliwość. Czystość prawdziwa to owoc miłości, a nie skutek lęku przed konsekwencjami masturbacji, pornografii, cudzołóstwa czy chorób wenerycznych. Kto jest zaprzyjaźniony z Chrystusem, kto modli się i korzysta z sakramentów, kto uczy się mądrze kochać, kto do domu i do serca wpuszcza te osoby, które kochają, a nie te, które pożądają, ten ma szansę żyć w czystości. Czystość, która promieniuje z Jezusa, nie ma nic wspólnego z oziębłością. Przeciwnie, taka czystość to nie brak, lecz szczyt czułości. Najbardziej czuły jest ten, kto najbardziej kocha, a nie ten, kto pożąda.

Jezu obnażony z szat przez prymitywnych i wulgarnych żołnierzy, Ty promieniujesz czystością. Twoja miłość jest zawsze czysta i subtelna. Ucz nas takiej miłości, gdyż tylko miłość czysta jest prawdziwa i wierna. Tylko taka miłość przynosi trwałą radość. Tylko ludzie czyści potrafią tworzyć cywilizację miłości, życia i radości.


STACJA XI
Ukrzyżowany daje nam swoją Matkę

Maryja pozostawała przy Jezusie przez całą drogę krzyżową. Dotarła z Nim aż na szczyt Golgoty. Jezus wiedział, że Matka nie opuści Go nawet na chwilę. Na szczycie Golgoty żołnierze przybili do krzyża dłonie i stopy Zbawiciela. Jego cierpienie osiągnęło niewyobrażalne rozmiary. Jezus zawisł na krzyżu w męczarni, jakiej nikt z nas nigdy nie doświadczy. Mimo porażającego bólu nie myślał o sobie, lecz o ludziach, których kocha i za których właśnie oddaje życie. Myślał o tych, którzy śmiertelnie Go skrzywdzili. Głośno się za nich modlił: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34). Na krzyżu, w obliczu śmierci Jezus myślał też o każdym z nas. Wiedział, że również po Jego krzyżowej ofierze zło i cierpienie nie znikną z powierzchni ziemi. Właśnie dlatego z wysokości krzyża, w testamencie swojej troskliwej miłości, pozostawił nam swoją Matkę jako Pośredniczkę i Wspomożycielkę: „Niewiasto, oto syn Twój". Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka Twoja". I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19, 26-27).

Możemy być spokojni o nasz los wtedy, gdy idziemy przez życie z Matką Jezusa, gdy zabieramy Ją do siebie, do naszych domów i rodzin, gdy Ona jest naszą Przewodniczką w drodze do zbawienia i świętości. Matka Jezusa i nasza Matka chroni nas przed każdą formą krzyżowania. Ona czuwa z macierzyńską miłością, by nie umarło w nas to, co Boże, dobre, prawdziwe, piękne. Maryję słusznie nazywamy Matką Dobrej Rady. To przecież Ona udzieliła najmądrzejszej rady w historii ludzkości: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2, 5).

Jezu, Ty kochasz nas tak bardzo, że nawet w obliczu śmierci zatroszczyłeś się o nasz los. Z wysokości krzyża, pośród porażającego cierpienia, pamiętałeś o tym, by zostawić nam w darze Twoją Matkę jako naszą Matkę i niezawodną Przewodniczkę na wyboistych i krętych nieraz ścieżkach życia doczesnego. Dziękujemy Ci za to, że Niepokalana strzeże nas najbardziej na tych drogach, na których można zagubić się, ulec zniechęceniu, zapomnieć o powołaniu do świętości.


STACJA XII
Tylko miłość chroni przed śmiercią

Jezus umiera na krzyżu po to, by chronić ludzi tej ziemi przed duchowym umieraniem, które jest nieporównywalnie większym zagrożeniem niż śmierć fizyczna. Śmierć ciała jest tylko doczesna, jest drogą do życia w wieczności. Śmierć duchowa, będąca wynikiem zła i grzechu, prowadzi do rozpaczy na całą wieczność. Po grzechu pierworodnym człowiek stał się śmiertelnie zagrożony. Potrzebuje takiej obrony, jakiej sam sobie nie jest w stanie udzielić. Jest kimś jedynym na tej ziemi, kogo Bóg obdarzył świadomością i wolnością. Gdy oddala się od Boga, wtedy zaczyna błądzić w myśleniu i samego siebie sprowadza na manowce. Bywa też krzywdzony przez innych ludzi. Potrafi doprowadzić siebie do śmiertelnych uzależnień i stanów samobójczych. Największym zagrożeniem dla człowieka jest człowiek, a nie trzęsienia ziemi, powodzie, wulkany, tornada czy inne kataklizmy przyrody. Tylko na naszym kontynencie i tylko w XX wieku źli ludzie w okrutny sposób zamordowali dziesiątki milionów innych ludzi.

Obecnie w Europie oficjalnie nie toczy się żadna wojna, a mimo to człowiek nadal krzywdzi i zabija człowieka. Aborcja, eutanazja, samobójstwa to tylko czubek góry lodowej w cywilizacji, którą Jan Paweł II z przenikliwością Bożego proroka nazwał cywilizacją śmierci. W tej cywilizacji najchętniej usiłują uczyć nas sztuki życia ci, którzy sami żyć nie potrafią. Niektórzy z nich mają śmiertelne pomysły na życie. Polecają nam czynić to, co przyjemne i czynią wszystko, byśmy zapomnieli, że jest to droga do cierpienia i rozpaczy. Przecież człowiek uzależniony czy zrozpaczony to ktoś, kto czyni to, czego nie chce właśnie dlatego, że wcześniej czynił to, co chciał, zamiast czynić to, czego uczy Jezus. Ten, kto słucha demoralizatorów, żyje w taki sposób, że mu się żyć odechciewa. Kto odrzuca Jezusa i usiłuje żyć wbrew Bogu, ten zachowuje się podobnie, jak pasażerowie na tonącym Titanicu. Tak długo lekceważyli śmiertelne zagrożenie, że dla większości z nich było już za późno na ratunek.

Jezu, Ty umierasz za nas na krzyżu po to, byśmy chronili na tej ziemi skarb naszego życia, którym nas obdarzyłeś. Ty wiesz, że największym zagrożeniem nie jest dla nas śmierć cielesna, lecz duchowe umieranie, czyli oddalanie się od Ciebie, od Twojej prawdy i miłości. Wiesz, że życie bez miłości oznacza dla nas agonię i umieranie na raty. Chroń nas Twoją miłością przed takim umieraniem.


STACJA XIII
Jezus chroni nas przed umieraniem za życia

Po odkupieńczej śmierci na krzyżu ciało Jezusa zostało złożone w ramiona Jego Matki. Bywają takie szczególnie trudne chwile, w których każdy z nas czuje się tak, jakby zwątpił w sens istnienia, jakby zabrakło mu sił, by dalej żyć i by nadal kochać. W takich sytuacjach czujemy się bezradni i wypaleni. Zwykle takie skrajnie trudne doświadczenia to reakcja na długie i intensywne cierpienie. Jednak największym zagrożeniem nie jest dla nas choćby najbardziej nieznośne cierpienie. Przeciwnie, cierpienie może otworzyć nam oczy. Pomaga odróżnić dobro od zła. Upewnia nas o tym, że Bóg ma rację i że warto Go słuchać. Największym zagrożeniem nie jest nawet śmierć. Istnieje tylko jedno śmiertelne zagrożenie dla człowieka: zagrożeniem tym jest życie daleko od Boga, czyli w krainie położonej daleko od miłości, do jakiej udał się syn marnotrawny. Kto żyje daleko od Boga, ten żyje daleko od życia. Ktoś taki zmierza do przedwczesnej śmierci doczesnej, a jednocześnie ryzykuje duchową śmierć na wieki, czyli wieczne istnienie poza miłością. Doświadczenie uczy, że ci, którzy nie kochają
-          nawet jeśli są młodzi, piękni, utalentowani, bogaci
-          odbierają sobie życie od razu albo na raty: poprzez alkohol, narkotyki, podporządkowanie się popędom czy ideologiom rozwiązłości.

Najbardziej nawet bolesne cierpienia nie są prawdziwym problemem. One są jedynie sygnałem problemu, informacją o problemie. Rzeczywistym problemem jest problem z życiem, a konkretnie życie w grzechu, życie bez miłości, wbrew miłości, daleko od Boga. To właśnie wtedy czujemy się tak, jakby ktoś złożył nas do grobu i jakby nasze życie nie miało już sensu. Grzech, egoizm, osamotnienia, uzależniania, krzywda, wszystko to, co oddala nas od miłości, prowadzi do doświadczenia grobu, do doświadczenia umierania za życia, do szczytu rozpaczy, jakim jest paraliżująca obojętność człowieka na własny los.
Jezu złożony do grobu, Ty przeszedłeś doświadczenie śmierci. Wiesz, co to znaczy być usuniętym z krainy żyjących. Pragniemy wiernie zachowywać Twoje przykazania i trwać w Twojej miłości, bo tylko Ty jesteś Drogą, Prawdą i Życiem.


STACJA XIV
Nikt nie zatrzyma Jezusa w grobie

Dobrzy ludzie przygotowali grób dla Jezusa. Źli ludzie przyłożyli do tego grobu ogromny kamień i postawili uzbrojoną staż. Chcieli, by Jezus już nigdy z grobu nie wyszedł. Ta historia powtarza się na naszych oczach. Także obecnie ludzie przewrotni próbują zatrzymać Jezusa w grobie. Próbują wmawiać współczesnemu człowiekowi, że Jezus to już tylko przeszłość. Ludzie podli twierdzą, że wskazania moralne Jezusa, a zwłaszcza Jego nauczanie o godności dziecka Bożego, jaka przysługuje każdemu człowiekowi od poczęcia do naturalnej śmierci, o wiernym i nierozerwalnym małżeństwie czy o życiu w prawdzie i miłości to coś niezgodnego z postępem, nowoczesnością, „poprawnością" polityczną, tolerancją, akceptacją dla każdego, nawet najbardziej perwersyjnego sposobu życia.

W XXI wieku ludzie złej woli i demoralizatorzy nie tylko próbują zatrzymać Jezusa w grobie. Próbują też przytłaczać do ziemi Jego uczniów, posługując się przy tym kamieniami nowych ateistycznych i liberalnych ideologii. Według tych ideologii każdy może robić to, co chce, nawet zabijać własne dzieci czy według własnego widzimisię określać swoją płeć. Współcześni ludzie dobrej woli, ludzie uczciwi i kierujący się Ewangelią, przytłaczani są jak ciężkim kamieniem postawą tych polityków, dla których władza i pieniądze ważniejsze są od elementarnych wartości i którym bardziej zależy na losie bogatych aktywistów gejowskich niż na losie ludzi bezrobotnych czy na sytuacji milionów rodzin, które żyją w biedzie. Jesteśmy przytłaczani agresją i arogancją ateistów, którzy tworzyli i nadal usiłują tworzyć systemy zła. Gdy dochodzą do władzy, stają się ludobójcami i nigdy za to nie przepraszają. Ich celem jest doprowadzanie w każdym pokoleniu do sytuacji, w której Jezus zostaje wyśmiany, a demokracja jest tak sterowana, by znów mógł wygrać" Barabasz. A Barabasz był zbrodniarzem (J 18,40).

Jezu złożony do grobu przywalonego ciężkim kamieniem, Ty nie pozwoliłeś, by zamknięto Cię w tym grobie na zawsze. Przeciwnie, to Twój grób pozostaje na zawsze pusty. Tylko Ty możesz uchronić nas od śmierci wiecznej i od umierania za życia. Chcemy w każdej sytuacji być blisko Ciebie, bo Ty jesteś jedynym niezawodnym obrońcą naszego życia i naszej godności.


STACJA XV
 Jezus zmartwychwstaje, bo jest miłością

Jezus przeszedł przez życie, wszystkim czyniąc dobrze. Nie każdemu jednak podobały się Jego słowa i czyny. Zbawiciel niepokoił zatwardziałych grzeszników i ludzi faryzejskich. Łamał ich schematy myślenia oraz ich przekonanie o własnej doskonałości i bezkarności. Demaskował powierzchowność ich osądów oraz ich obłudę. Stał się dla nich niewygodny. Zaczęli szukać sposobu, by Go zgładzić. W końcu przybili Go do krzyża. Gdyby historia Jezusa zakończyła się na Golgocie, to byłby On jeszcze jednym z wielu męczenników w dziejach ludzkości. Jednak po raz pierwszy w historii ludzkości ktoś, kto oddał życie, by zło zwyciężać dobrem, potrafi! życie odzyskać. Śmierć Jezusa na krzyżu nie była gestem heroicznego, ale bezsilnego buntu wobec zła, lecz dobrowolnym darem miłości, która nie tylko wszystko przebacza i wszystko przetrzyma, ale też która wszystko zwycięża. Spotykając Zmartwychwstałego, zastraszeni i wątpiący dotąd uczniowie upewnili się, że można zabić ludzkie ciało, ale nie można pokonać miłości. To do miłości należy nie tylko eschatologiczna przyszłość, lecz także dobra teraźniejszość. Uczniowie Jezusa upewnili się o tym, że Zbawiciel tak bardzo ukochał każdego z nas, iż swe życie odda) za nas dobrowolnie. On jedyny ma moc, by złożyć za nas życie w ofierze, i moc, by je znowu odzyskać. Spotkanie ze Zmartwychwstałym Jezusem przemieniło apostołów i przemienia kolejne pokolenia chrześcijan w heroicznych świadków naszego Pana i Boga.

Człowiek nie może być szczęśliwy bez miłości czy wbrew miłości. Nie może być szczęśliwy bez Boga, który jest Miłością (por l J 4, 8). Ta Boża miłość w człowieku jest jednak ciągle zagrożona grzechem, słabością, zniechęceniem, doznaną krzywdą, utratą nadziei. W miarę jak miłość słabnie i przymiera, życie staje się coraz bardziej nieznośnym ciężarem, zamiast być źródłem radości i nadziei. Żyjąc bez miłości czy przeciw miłości, człowiek zaczyna patrzeć na siebie i na otaczający świat z rosnącym niepokojem, nieufnością, niezrozumieniem, buntem. Przeżywa lęk, rozgoryczenie, poczucie bezradności i bezsensu. Tę sytuację może zmienić jedynie spotkanie z Jezusem, który powraca. Zmartwychwstanie Jezusa to dla nas największy znak nadziei i wezwanie do tego, by nasza miłość zmartwychwstawała.
Jezu ukrzyżowany i najbardziej skrzywdzony w historii ludzkości, po Twoim zmartwychwstaniu powracasz do nas nie po to, by się mścić" czy by odwołać miłość, lecz przeciwnie - po to, by potwierdzić, że kochasz nas nieodwołalnie i dosłownie nad życie. Powracasz po to, by Twoja miłość w nas się nieustannie odradzała i umacniała. Pomagaj nam w każdej sytuacji zmartwychwstawać do świętego życia w miłości, bo Twoja miłość jest silniejsza od grzechu i śmierci.


Modlitwa końcowa

Jezu Chryste, nasz Zbawicielu, po raz kolejny przeszliśmy z Tobą śladami Twojej drogi krzyżowej. Raz jeszcze doszło do naszej świadomości to, że na tej ziemi nie znajdziemy łatwego szczęścia i że najbardziej bolesną drogą życia nie jest droga krzyżowa, którą idzie ten, kto kocha, lecz droga egoizmu, grzechu, przewrotności, wyuzdania, którą podążają ci, którzy nie kochają. Ta druga droga to droga duchowego umierania. Na jej końcu czai się coś więcej niż cierpienie. Na końcu drogi grzechu czai się zawsze rozpacz.

Teraz już dobrze rozumiemy sens Twoich słów, gdy mówisz: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ]a was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11, 28-30). Nasz Zbawicielu, to prawda, że pójście za Tobą drogą miłości i świętości wymaga od nas ujarzmienia naszych słabości, wymaga wysiłku, dyscypliny, czujności, pokory. Wymaga uwolnienia się od naiwnej wiary w istnienie łatwego szczęścia, osiągniętego na luzie i bez wysiłku. Jednak prawdą jest również to, że każde inne jarzmo niż Twoje okazuje się nieporównywalnie cięższe. Potworny ciężar nakłada na siebie człowiek wtedy, gdy nie respektuje Twoich przykazań, gdy zrzuca z siebie jarzmo miłości, a nakłada na siebie jarzmo grzechu. Taki człowiek krzyżuje samego siebie i innych ludzi. Jezu Chryste, Zbawicielu i Przyjacielu człowieka, dziękujemy Ci za Twoją miłość do końca i za to, że przy Tobie możemy naprawdę żyć, czyli kochać tak, jak Ty pierwszy nas pokochałeś.


Autor: Ks. Marek Dziewiecki, w: Droga Największej Miłości, Szczecinek 2013.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz